czwartek, 24 maja 2018

Absurdy ze zwierzakowego życia #3

Kolejny post z serii absurdów ze zwierzakowego życia.

chihuahua pies czapka krolik uszy


#1
Jeśli jesteś osobą wrażliwą na krzywdę zwierząt i nie lubisz czytać smutnych historii to zdecydowanie pomiń ten punkt. Sytuacja ta miała miejsce bardzo dawno bo z jakieś 15 lat temu. Mieliśmy bardzo duży ogród i mieszkaliśmy w nieciekawym miejscu, gdzie non stop ktoś nam przecinał siatkę, kradł kwiaty czy owoce i śmiecił. Rodzice często kopali w ogrodzie i pewnego dnia ujrzeli worek. Zaglądając do środka odkryli w nim utopione szczeniaki.. Mieszkałam niedaleko jeziora, a mój ogród najwyraźniej był idealnym miejscem na pozbycie się ciał.  

#2
Nawiązując trochę do poprzedniej historii (może to właśnie poniekąd wina schroniska?). Kiedyś znalezione psy zaprowadzałam do schroniska - pracownicy udawali, że ich nie ma. Chyba nie zdawali sobie sprawy, że widzę jak wykukują i się chowają (no dosłownie, rozumiem przepełnienie, ale zostawienie zupełnie bez słowa i ewentualnie nakierowania co można zrobić dalej?), a ja potem nie miałam co zrobić ze znajdami..

#3
Zazwyczaj spacery u nas odbywają się w godzinach wieczornych, kiedy na ulicach jest zdecydowanie bardziej pusto. Jednak są wyjątki, gdzie w godzinach szczytu zabieram Rusty'ego ze sobą, a wtedy właśnie mamy okazję spotykać innych ludzi z psami po drodze. Tego dnia się dość śpieszyłam więc szybkim krokiem maszerowaliśmy do centrum. Na trasie mamy drogę rowerową, a właściwie alejkę, kiedy właśnie w tych godzinach jest dużo ludzi na rowerach, z dziećmi czy właściciele ze swoimi czworonogami. Wychodząc zza zakrętu pojawił się on - 40 latek ze swoim pseudo cocker spanielem. Owe psisko poruszało się bez smyczy, więc gdy tylko zobaczył Rusty'ego warcząc i zachowując się dość agresywnie pędem leciał w naszą stronę. Odwoływanie psa przez Pana nic nie dawało bo zupełnie miał go gdzieś. Wiem, że to nie najlepsze rozwiązanie, ale z racji, że się śpieszyłam wzięłam szybko Rusty'ego pod pachę i szłam. Ale już biorąc Rusty'ego usłyszałam "on nie gryzie". Aha, to fajnie. Nie wyglądało. Mam ryzykować pogryzieniem? Czy Pan zobowiązuje się do pokrycia kosztów leczenia mojego, kiedy jego nieposłuszny pies skrzywdzi mojego? To między innymi właśnie dlatego unikamy obcych psów na spacerach.

czarny kundelek 3 letni trawa zdjecie
Rusty

#4
Całkiem niedawno wydarzyła się dziwna sytuacja. W moim mieście przewija się dość wiele wschodnich sąsiadów, a sytuacja dotyczy jednej z nich - Ukrainki.
Rano mama wychodzi z psami na podwórko w celu porannej psiej toalety. Nagle przy bramie zatrzymała się owa Pani, która była zafascynowana Torresem. I nie byłoby w tym nic dziwnego, jednak jej natarczywość naruszyła granicę. Zaczęła zadawać pytania skąd go mamy i namiary na hodowlę (wspierać tym samym pseudo nie zamierzamy). Mama wyjaśniła, że było to dawno temu i po prostu nie pamięta. No to więc owa wschodnia sąsiadka palnęła, czy nie dopuścimy go do suki (no przecież, oferta nie do odrzucenia!..). Na sam koniec, oba psy szczekają na nią donośnie, a ta wpycha swoje łapy przez płot i zaczyna głaskać. Mama ostrzega, mówi, żeby tego nie robić bo może ją ugryźć, ale jak do słupa. Niestety wśród ludzi tej narodowości widzę, że to częste zjawisko. Czasem specjalnie się chowają, bym ich nie widziała i pchają łapy. Torres na szczęście jest dość przyjazny, ale nie wszystkich ludzi lubi i czasem zdarzało mu się kogoś lekko dziabnąć. Jeszcze zastanawia mnie jedno.. Internet mamy na wyciągnięcie ręki, czy to problem znaleźć dobrą hodowlę tej rasy? Na dobrą sprawę wiele szkockich collie czeka w schroniskach. Ale chyba taka mentalność.

owczarek szkocki collie torres
Torres
#5
To wydarzyło się jakoś w okolice Sylwestra. Nie pamiętam dokładnie w którym roku to było, ale najwcześniej max. 2014/15. Torres rzadziej wypuszczany jest na podwórko sam i tak było właśnie wtedy. Kręciłam się w okolicach okna i nagle usłyszałam głośny huk, przed oknem, a Torresowi wybuchło przed pyskiem. W okolicy zobaczyłam tylko jakiegoś faceta. Nie wiem, czy jakieś dzieciaki przybiegły i rzuciły w psa i akurat przechodził, czy to zrobił on. Ta sama osoba cofała się potem z powrotem i miałam wrażenie, że się głupio uśmiechała. Nie chciałam nikogo oskarżać, dlatego odpuściłam. I tak zresztą byłam w wielkim szoku, że ktoś jest na tyle głupi by zrobić coś takiego. Na szczęście sytuacja wystąpiła tylko raz. Niestety owa sytuacja spowodowała, że Torres boi się teraz wystrzałów, ognia (świeczki, zapałki, zapalniczki czy pieca) i smażenia na patelni.




Jeśli i Wy chcecie podzielić się swoją historią - zamieszczajcie je w komentarzu. A jeżeli chcecie by znalazła się ona w kolejnej serii na blogu wyślijcie mi ją na e-mail z podpisem i jeśli macie - linkiem do bloga. :)

6 komentarzy:

  1. Taki pies z serii "nie gryzie" zaatakował psa koleżanki i jeszcze ją ugryzł... Trzeba wzywać straż miejską do takich bezmyślnych właścicieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to się zazwyczaj właśnie kończy. Mieliśmy podobną sytuację, którą opisałam w pierwszych absurdach.

      Usuń
  2. Po pierwsze: urocze pieski.
    Po drugie: takie historie dzieją się ciągle i mam wrażenie, że w naszym kraju (i u naszych wschodnich sąsiadów) jest kiepsko z odpowiednim podejściem do opieki nad pupilami oraz empatią wobec zwierząt w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Niestety tak jest, ale to w zasadzie na całym świecie. Wszystkich zmienić się nie da, ale dobrze, że wielu ma empatyczne podejście do tych stworzeń.

      Usuń
  3. Bardzo smutne historie. Ale pieski super:)

    OdpowiedzUsuń


Dziękuję za poświęcony czas na moim blogu. Jeśli podoba Ci się tu, zostań ze mną na dłużej. Jesteś moją motywacją! :)

Proszę, nie umieszczaj linków. To równoznaczne ze spamem. Takie komentarze będą usuwane, mój blog nie jest miejscem na Twoją reklamę.

Pozdrawiam i miłego dnia! :)