sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych Świąt! :)


Z okazji Świąt Bożego Narodzenia składam Wam najszczersze życzenia - wesołych, pogodnych, a co najważniejsze wymarzonych i spędzonych w miłej atmosferze świąt. A przy okazji Szczęśliwego Nowego Roku, lepszego od poprzednich - spełnienia wyznaczonych celów i mnóstwo przyjemności. :)

Koc zwinięty w rulonik jest mało oryginalny, więc dla mamy powstał misiu. :D


życzy Shauni z łapkową ekipą. :)

środa, 7 grudnia 2016

Kudłate kolczyki

Cześć!
Pamiętacie ostatni Kudłaty wisior? Do kompletu powstały kolczyki! Jeden biały drugi w łaty. Przyznam, że trochę się namęczyłam bo mniejsze rzeczy są dla mnie większym wyzwaniem. No i nie lubię pracować z białą modeliną, ale to już chyba każdy wie dlaczego. Kolczyki to wkrętki, uznałam, że tak będą się efektywniej prezentować, ponieważ są płaskie z drugiej strony, a na wiszące nadawałyby się teksturowane z obu stron - jednakże to dla mnie zbyt wysoki level, miałam okazję pracować nad takimi włoskami jak robiłam Zwierzoramkę Torresa, którego do tej pory nie opublikowałam bo nie jestem zadowolona z tego efektu, gdzie zniszczyłam włoski bo musiałam robić przód. Ale wyszło całkiem nieźle, prawda? :D




poniedziałek, 21 listopada 2016

Rusty • Historia

Dziś pragnę opowiedzieć Wam historię Rusty'ego.
Głównie dla przestrogi dla tych, którzy planują wziąć zwierza bez zgody współlokatorów, bo myślą, że jakoś "przejdzie", a oni w końcu zaakceptują ten fakt. Otóż niekoniecznie. Takie postępowanie jest bardzo niemądrą decyzją. Proszę, zanim postanowisz to zrobić przeczytaj ten post i zastanów się..

Pierwszy dzień u mnie, 5 tygodni.


Rusty urodził się na wsi. Jego matka była psem w typie jamnika, wychowywał się na sianie wraz z rodzeństwem. Był jedynym czarnym psem w miocie. Karmiony ryżem.
Znajoma bardzo pragnęła mieć psa. Określę, że miała wręcz obsesję na punkcie PSA. Bo kiedyś miała.. teraz też mieć musi. Zarezerwowała więc bez wahania jak się tylko dowiedziała, że jej kierowniczka w pracy szuka domu dla psów, które urodziła jej suczka. Rozmawiałam z przyszłą "właścicielką" bardzo wiele (należy to najwięcej chwalących się osób na świecie) i opowiadała mi to wszystko. Mówiła, że jej rodzice na psa się nie zgodzą, ale spróbuje przyprowadzając go do domu. Odradzałam, stanowczo odradzałam bo wiem jak zazwyczaj się to kończyło, choćby czytając historie w internecie. Nic. Jak do słupa.